poniedziałek, 1 sierpnia 2016

4. Hotel

-Naprawdę cieszę się twoim szczęście- odparłam po raz trzydziesty na ciągle zadawane przez Kate pytanie które brzmi: "Naprawdę cieszysz się razem ze mną?!". Rozumiem, że się strasznie jara tym, że Daniel zaprosił ją do siebie jak wróci z ferii no ale błagam ile razy można powtarzać to samo!?
-Kate, muszę kończyć, spotkajmy się za jakieś wpół do czwartej okej?- zapytałam widząc swojego brata idącego w moim kierunku.
-Jasne!- pisnęłam radośnie.- do zobaczenia!- dodała.
-Do zobaczenia- odpowiedziałam śmiejąc się cicho po czym zakończyłam połączenie.


-Chcesz coś do jedzenia?- zapytałam brata siedzącego w salonie na kanapie i oglądającego telewizje.
-Nie dzięki- odpowiedział nie odrywając wzroku od programu. Wywróciłam oczami i szybkim krokiem podeszłam do telewizora wyłączając go.
-Ej!- krzyknął Mike rzucając się na pilota którego trzymałam w dłoni.
-Wydaje mi się, że powinniśmy się troche zintegrować- rzekłam odkładając pilota z powrotem na stolik. Mike zaczął się nagle śmiać spoglądając na mnie jak na jakąś idiotkę.
-Nie śmiej się- mruknęłam podchodząc do komody znajdującej się pod wiszącym telewizorem. Otworzyłam pierwsze drewniane drzwiczki i wyciągnęłam z nich spory i bardzo ciężki karton.
-Zrobimy coś o co mama prosi nas od wieków- powiedziałam kładąc pudełko na jasno beżowy dywan który rozłożony był po całym salonie. Odłożyłam pokrywkę na bok, a stos zdjęć od razu powypadł na podłogę.
-Chodź- powiedziałam do brata, on jednak przez parę sekund stał nieruchomo w miejscu wpatrując się w jedno ze zdjęć, jednak po chwili usiadł obok mnie.
-Mamy segregować zdjęcia?- zapytał chwytając parę fotografii w swoje dłonie nawet na nie na spoglądając. Wydaję mi się, że powodem dla którego tak się zachowywał było to, że na większości zdjęć można było zauważyć naszego tatę. Mike strasznie przeżył rozstanie rodziców, mimo tego, że już od 3 lat nie są razem to dalej ma do niego żal. Szczerze to nie tylko on...
-Dawno nie widziałam taty- powiedziałam cicho wkładając pierwsze zdjęcia do ogromnego albumu.
-Nikt go dawno nie widział- odpowiedział Mike wzruszając obojętnie ramionami.
-O patrz- niemalże krzyknęłam uradowana kiedy moje ulubione zdjęcie znalazło się w moich rękach.
-Pamiętam ten dzień idealnie- mruknęłam dokładnie przyglądając się naszym uśmiechniętym twarzą. Na fotografii była mama, tata, Mike i ja. W tle można było zobaczyć przepiękne niebieskie morze, piaszczystą plażę i parę palm po bokach. Nasze ostatnie wakacje razem...
-Myślisz, że co teraz robi?- zapytał patrząc smutnym wzrokiem na tatę. Przez głowę przemknęły mi tysiące wspomnień: pierwszy wyjazd do Nowego Jorku, pierwsze wakacje nad morzem, pierwsza nauka jazdy na rowerze, pierwsze ubieranie choinki caluteńką rodziną, pierwsze łowienie ryb, pierwszy wypad nad jeziora, pierwszy dzień szkoły i jak razem z tatą zaspaliśmy bo do trzeciej w nocy oglądaliśmy maraton Star Wars'ów, pierwszy wjazd w góry, mój pierwszy komputer który tata kupił za ostatnie pieniądze z wypłaty, jak czekaliśmy na korytarzu aż urodzi się Mike i jego pierwsze urodziny, nawet namówiłam tatę żebyśmy zrobili razem tort...Łzy zaczęły spływać po moich policzkach. To naprawdę było za wiele... tyle mnie z nim łączyło, tyle wspomnień, tyle cudownych chwil spędzonych razem, pamiętam nawet jak po moim pierwszym zerwaniu z chłopakiem tata zabrał mnie na lody do naszej ulubionej restauracji, było to strasznie dawno temu jednak dalej pamiętam ten dzień bardzo dokładnie, ale to wszystko poszło się jebać kiedy mama wróciła z płaczem do domu widząc tatę z inną kobietą, a po tym wszystkim przyszedł do domu na drugi dzień i tak po prostu bez żadnych wyrzutów sumienia przyznał się do zdrady, w ogóle nie licząc się z uczuciami mojej mamy, Mika ani nawet moich...
Po pół roku od rozwodu przyszedł nas odwiedzić jednak już nie był tym samym człowiekiem jakiego przez ten cały czas wspominałam i pamiętałam..
-Tęskni- odpowiedziałam cicho pozwalając swobodnie spłynąć łzą po mojej twarzy.  Nie byłam pewna czy tak jest naprawdę, czy tęskni... czy myśli czasami o nas, czy jeszcze nas pamięta, ale pomimo wszystkiego, pomimo tego jak cholernie nas wszystkich zranił to chciałabym żeby tak było... żeby zatęsknił chociaż przez chwilę.


-To będzie coś zajebistego- powiedziała Kate opadając plecami na moje łóżko.
-Wiem- odpowiedziałam śmiejąc się i również walnęłam się na łóżko tuż obok przyjaciółki. Była ok. 15:40 kiedy wreszcie skończyłam się pakować. Mam tylko nadzieję, że nie zapomniałam o niczym ważnym. 
-Szczerze to nie spodziewałam się, że tak wszystko wypali- zaczęła blondynka odgarniając włosy z twarzy.
-Lepiej to odpukaj, bo jeszcze nawet nie pojechaliśmy- powiedziałam śmiejąc się cicho.
-Oj tam- również się zaśmiała.- już nic nie stoi nam na przeszkodzie. Mówię ci, będzie to wspominać do końca naszego życia!


Niebo dzisiejszej nocy było tak gwiaździste, że nie potrafiłam oderwać od niego wzroku. To było naprawdę coś niesamowitego.
-Czekasz na spadającą gwiazdę?- zażartował Adam spoglądając na mnie w lusterku.
-Fajnie by było- odpowiedziałam śmiejąc się i z powrotem przeniosłam wzrok na przepiękne gwiazdy. Z Phoenix wyjechaliśmy ok. piątej a jest już prawie jedenasta. Jeszcze niecała godzina i już będziemy na miejscu. Z naszej czwórki tylko Jason i Adam mieli prawo jazdy i było na początku lekkie nieporozumienie kto będzie prowadzić, ale potem Miranda wpadła na pomysł, że od Phoenix poło drogi Jason, a potem już do Los Angeles Adam.
Postanowiłam na chwilę oderwać wzrok od nieba i spojrzałam w kierunku moich przyjaciół. Wszyscy spali, oprócz mnie i Adama.
-Wyszukałabyś w nawigacji najbliższą stację benzynową?- zapytał nagle chłopak podając mi swój telefon.
-Jasne- odpowiedziałam uradowana, w końcu od sześciu godzin jazdy będę mieć jakieś sensowne zajęcie.
-Okej- zaczęłam klikając na pierwszą stację która wyświetliła mi się na ekranie telefonu.- więc najbliższa stacja będzie za 24 kilometry i nazywa się Arco*- powiedziałam oddając sprzęt z powrotem.
-Serio?- zapytał wrzucając telefon do schowka.- nie ma innej?- mruknął trochę niezadowolony.
-Nope- odpowiedziałam opierając głowę o szybę. Przymknęłam powieki dopiero teraz czując jak bardzo jestem zmęczona.

-Natalie- usłyszałam znajomy głos.- proszę obudź się.- otworzyłam powoli oczy od razu napotykając twarz Kate.
-Hm?- wymruczałam starając się przeciągnąć.- gdzie jesteśmy?- zapytałam po chwili patrząc przez okno.
-Na stacji, Adam, Jason i Miranda poszli po coś do jedzenia, a ja muszę iść do toalety ale boję się sama więc proszę chodź ze mną- powiedziała na jednym wydechu patrząc na mnie ze swoją typową miną. Zaśmiałam się odpinając pas.
-Jasne, chodź- odparłam wychodząc z samochodu. Całe szczęście w momencie kiedy opuściłyśmy pojazd zjawiła się reszta, więc nie musiałyśmy na nich czekać żeby nie zostawiać samochodu samego. Adam by nas zabił. 

-Ohyda- mruknęłam wchodząc do małego pomieszczenia w którym znajdowało się male, brudne lustro i stara umywalka.
-Nie ma mowy- warknęłam Kate dostrzegając ubikację w rogu toalety.
-Jezu- powiedziałam śmiejąc się kiedy mój wzrok powędrował tam gdzie przyjaciółki. Już chyba wiem czemu Adam nie chciał się tu zatrzymywać. 
-Ja podziękuję- mruknęła wkurzona Kate i szybko wyszła na zewnątrz, a ja razem z nią.


Poczułam lekkie szturchnięcie w ramie i powoli uchyliłam powieki. Byłam zmęczona jak nigdy. 
-Już jesteśmy- powiedział Jason. Mimo iż w samochodzie było dosyć ciemno to wiedziałam doskonale, że się uśmiecha. Zresztą, on ciągle się uśmiecha jak ze mną rozmawia! 
-To super- wymruczałam przecierając ręką twarz kompletnie nie zwracając uwagi na to czy rozmaże sobie tusz czy nie. I tak zaraz zmyje cały makijaż, wskoczę pod chłodny prysznic i trochę się zrelaksuję po całych siedmiu godzinach wbrew pozorom monotonnej jazdy.
-Jest jeden problem- powiedział nagle Adam wsiadając do samochodu.
-Jaki?- zapytałam trochę poddenerwowana.
-Hotel jest zamknięty.- mruknął Jason, odpowiadając tym samym na moje pytanie.
-Przecież miał być czynny całą dobę!- krzyknęłam wyrzucając lekko ręce w powietrze.
-Najwidoczniej musiało się coś stać, że tak nie jest- odparł Adam sięgając do schowka po paczkę papierosów. Świetnie. 
-A tak w ogóle- zaczęłam wychodząc z auta i podchodząc do chłopaków.- Gdzie jest Kate i Miranda?
-Poszły rozejrzeć się po okolicy za jakimś noclegiem i kupić coś do jedzenia.- odpowiedział Jason po chwili się zaciągając. Wywróciłam oczami. Nie wiem czy bardziej ze względu na to, że ta noc miała wyglądać inaczej czy ze względu na to, że przynajmniej Jason miał rzucić palenie.
-To ja też pójdę się rozejrzeć- mruknęłam związując włosy w wysokiego kucyka.
-Nat, nie będziesz sama kręcić się po mieście którego kompletnie nie znasz- zaczął Jason.- i to w dodatku w środku nocy!- warknął wyrzucając wypalonego papierosa.
-Nic mi się nie stanie- odparłam wzruszając ramionami.- w razie czego zadzwonię.- dodałam. Obróciłam się tyłem do naszego hotelu i udając, że wiem doskonale w jakim kierunku zmierzam, opuściłam parking. Może będę miała tyle szczęścia, że akurat spotkam Kate i Mirandę? 



*- wymyślona nazwa stacji benzynowej

Hej wszystkim, więc zmotywowałam się w końcu i dodałam nowy rozdział. Mam nadzieję, że wam się na razie podoba, obiecuję, że akcja dopiero się rozkręca, więc może być na początku nudno.
Widzę statystyki, ale komentarzy brak, więc ciężko mi stwierdzić czy ktokolwiek to czyta i czy mam coś pozmieniać, czy jest okej...
Proszę o opinię na dole i do następnego! xx

środa, 20 lipca 2016

3. So close

-Natalie Alice Johnson!- usłyszałam po drugiej stronie słuchawki zdenerwowany głos przyjaciółki i od razu wiedziałam, że mam krótko mówiąc- przejebane.
-Czy ty zdajesz sobie sprawę z tego co właśnie zrobiłaś?!- krzyknęła tak głośno, że musiałam odsunąć telefon od ucha.
-Prawie całowałam się z Jasonem- wtrąciłam, a Kate momentalnie zamilkła.- będę u ciebie za jakieś 20 minut, okej?- zapytałam lekko łamiącym się głosem. Starałam się brzmieć jak najbardziej naturalnie, ale było to strasznie trudne.
-Jasne- odpowiedziała już spokojniej i nawet nie czekając na moją odpowiedź- rozłączyła się. Zablokowałam swój telefon i rzuciłam na łóżka po czym położyłam się obok niego. Przymknęłam powieki starając się jakoś ogarnąć natłok myśli panujący obecnie w mojej głowie.


-Musicie pogadać- powiedziała Kate kiedy skończyłam opowiadać całe wydarzenie które miało dzisiaj miejsce. Wypuściłam powoli powietrze z płuc zastanawiając się nad słowami przyjaciółki. A co jeśli to jeszcze bardziej pogorszy sprawę? 
-Natalie, znasz Jasona od zawsze- mruknęła.- emocje po prostu wzięły górę.
-Spróbuję z nim jutro porozmawiać- odparłam podnosząc się z łóżka przyjaciółki.- masz jakieś plany na wieczór?- zapytałam po chwili ciszy zerkając na blondynkę.
-Nie- odpowiedziała.- a co?


-Nie mogę uwierzyć w to, że dałam ci się na to namówić- usłyszałam głos przyjaciółki od razu po tym jak wysiadłyśmy z taksówki.
-Oj daj spokój- mruknęłam chwytając przyjaciółkę za rękę. Kate bez słowa pomaszerowała za mną i tym samym obie szybkim krokiem skierowałyśmy się na sam koniec naprawdę długiej kolejki do naszego ulubionego klubu w Phoenix.
Jak zwykle bez problemu po około piętnastu minutach weszłyśmy do środka. Nie zważając na fakt, że jutro ostatni dzień szkoły, od razu powędrowałyśmy w stronę baru do którego zawsze chodzimy z Jasonem i innymi znajomymi. Zajęłyśmy nasze stałe miejsca na końcu długiego, szklanego stołu czekając na barmana.
-Masz pewność, że twoja mama nie dowie się, że zachciało nam się imprezować dzień przed zakończeniem semestru?!- zapytałam przyjaciółki, starając się przekrzyknąć grającą muzykę.
-Wraca dopiero jutro!- odkrzyknęła uśmiechając się.
-Co dla dwóch ślicznotek?- usłyszałam nagle męski głos praktycznie tuż przy mojej głowie.
-Coś mocnego!- krzyknęła niemalże od razu Kate uśmiechając się głupkowato w kierunku barmana.
-Już się robi- odpowiedział posyłając blondynce uroczy uśmiech, po czym odwrócił się do nas plecami i odszedł kawałek, żeby przygotować nasze drinki.
-Chyba mu wpadłaś w oko!- powiedziałam szturchając przyjaciółkę lekko w ramie.


                                                           Justin' POV

-Jest tam?- zapytał jeden z "piesków na posyłkę" mojego niestety jeszcze obecnego szefa.
-Yhm- odparłem bez żadnych emocji wyrzucając za siebie już wypalonego papierosa.
-Więc na co czekasz Bieber?- zapytał krzyżując ręce nie piersi. Jeśli Bruce myślał, że w tej chwili wyglądał groźnie czy coś w tym stylu to chyba mu się coś popierdoliło. Bez udzielenia odpowiedzi na jego pytanie, obróciłem się plecami do tego idioty i skierowałem w kierunku tylnego wejścia do klubu gdzie obecnie znajdowała się moja szansa na bardziej "normalniejsze" życie.

Bez większego problemu przepchnąłem się przez tańczących dookoła ludzi i zająłem miejsce na kanapie w samym rogu sali. Moje oczy od razu zaczęły powoli analizować każdą osobę na parkiecie, w lożach i kanapach, a na końcu przy barze. No i proszę, a oto ona Natalie Johnson i... Właśnie, uśmiech tak szybko jak się pojawił na mojej twarzy, tak szybko z niej znikł. Brunetka nie była sama.
-Ja pierdole- mruknąłem sam do siebie sięgając po telefon do bocznej kieszeni czarnych spodni.
Szybko wysłałem sms do Bruce'a i ponownie nie czekając na jego odpowiedź wstałem z miejsca i ruszyłem w stronę już głównego wyjścia z klubu.


                                                           Natalie' POV 


-Wieszz, już chyba wystarczy- mruknęłam odstawiając czwartą pustą szklankę na szklany blat. Kate również wzięła już ostatniego łyka bodajże piątego drinka i bez zastanowienia kiwnęła lekko głową na "tak".
Kiedy zsunęłam się z wysokich barowych krzeseł poczułam lekkie wibracje w tylnej kieszonce moich jeansów. Mimo iż byłam lekko pijana to wiedziałam dobrze, że jak teraz dzwoni do mnie mama, to mam ostro przejebane. Niepewnie wyciągnęłam telefon ze spodni i spojrzałam na wyświetlacz. Odetchnęłam z ulgą, kiedy osobą dobijającą się do mnie okazał się Jason, ale po sekundzie przypomniałam sobie dzisiejszą sytuacje i od razu odechciało mi się odbierać.
-Kto to?- usłyszałam głos przyjaciółki obok siebie.
-Jason- odpowiedziałam zablokowując komórkę. Nie czekając na dalsze pytania Kate chwyciłam ją za rękę i pociągnęłam w kierunku wyjścia z klubu. Przysięgam, że moja głowa zaraz eksploduje. 
W chwili kiedy znalazłyśmy się na zewnątrz, ponownie mój telefon zaczął wibrować i ponownie ukazało mi się przesłodkie zdjęcie Jasona na wyświetlaczu.
-Haa-lo- wydukałam postanawiając jednak odebrać od przyjaciela.
-Natalie?- usłyszałam po drugiej stronie słuchawki.- gdzie jesteś?- padło pierwsze pytanie.
-Z Kate- odpowiedziałam wybuchając nagle niepohamowanym śmiechem. Poprawka: jestem nie lekko, a mocno pijana. W odpowiedzi na moje słowa które- zacznijmy od tego, że nie miały nawet sensu zważając na pytanie Jasona usłyszałam głośne westchnięcie.
-Phoenix Club dobrze myślę?- zapytał po sekundzie.
-Tak- odpowiedziałam śmiejąc się. Jak on nas dobrze zna.
-Nie ruszajcie się z miejsca, zaraz po was przyjadę- powiedział i rozłączył się nie dając mi szansy na jakąkolwiek odpowiedź. 

-Jesteście niemożliwe- mruknął nagle Jason przerywając dosyć rzadko panującą ciszę w samochodzie. Po jego tonie głosu mogłam spokojnie stwierdzić, że ciągle jest na nas wkurwiony.
Szczerze, to się mu nie dziwie, a tym bardziej nie mam mu tego za złe.
Przez resztę drogi do domu nigdy nie odezwał się ani słowem. Podobno cisza jest w pewien sposób formą komunikacji. Przyznam, że bardzo chujową. Nagle auto gwałtownie zahamowało i przyznam, że gdyby nie pas bezpieczeństwa już dawno leżałabym na drugim końcu samochodu.
-Dzięki Jason- odezwała się cicho moja przyjaciółka otwierając drzwi. Stwierdziłam, że podziękowanie Kate będzie wystarczające i nie mówiąc ani słowa wyszłam z pojazdu lekko trzaskając drzwiczkami.
Nie minęła chwila jak razem z przyjaciółką usłyszałyśmy przeraźliwy dźwięk opon odjeżdżającego samochodu.
-No to się porobiło- mruknęła blondynka wypuszczając powietrze ze świstem. Mimo, że nie odpowiedziałam na jej słowa to dokładnie tak samo myślałam, a może nawet gorzej?


-Niemożliwe!- usłyszałam zaskoczony jak i radosny głos mamy tylko kiedy przekroczyłam próg kuchni. Odgarnęłam włosy z twarzy i zajęłam miejsce na wysokich krzesłach naprzeciwko Mika.
-Hm?- mruknęłam zaspana.
-Sama wstałaś- odpowiedziała podając mi miskę. Sięgnęłam ręką po moje ulubione płatki i mleko które stało na stole obok mnie.
-A no fakt- odpowiedziałam po chwili. Od podstawówki nienawidzę wstawać rano do szkoły i mimo, że już mam osiemnaście lat i trochę lat szkoły za sobą to i tak dalej nie mogę zmotywować do tego swojego ciała, ale dziś jak się możecie domyśleć jest ten dzień  na który czekałam tak cholernie niecierpliwie i długo. Więc powód do samowolnego wstania był większy niż się może wydawać.
-Nie możesz się doczekać nie?- zagadała mama siadając obok Mika.
-I to jak- odpowiedziałam mimowolnie się uśmiechając.
Kiedy skończyłam jeść śniadanie szybkim krokiem udałam się do swojego pokoju wybrać swój strój na dzisiejsze zakończenie półrocza oraz zrobić lekki makijaż.

Gdy byłam już w miarę ogarnięta, schodząc po schodach na dół w głowie miałam tylko i wyłącznie jeden wyraz Los Angeles. 



-Brown!- usłyszałam krzyk w drodze do samochodu Jasona i gwałtownie odwróciłam głowę się w stronę przyjaciółki.
-O kurwa- przeklnęła nagle robiąc się cała czerwona na twarzy.
-Czy to jest...
-Tak tak tak tak- szepnęła podekscytowana. Na mojej twarzy pojawił się ogromny uśmiech. Daniel Smith- obiekt westchnień Kate odkąd znalazłyśmy się w technikum.
-Zaczekaj!- krzyknął kiedy obróciłyśmy się w stronę jego i jego znajomych.
-Jedź z Jasonem do domu, ja wrócę busem albo zadzwonię po mamę, żadnych pytań, kocham cię- powiedziała szybko przytulając mnie na pożegnanie. Zaśmiałam się cicho.
-Trzymam kciuki- odpowiedziałam w stronę zdenerwowanej blondynki i ruszyłam w stronę samochodu naszego przyjaciela.

-Siema- rzuciłam w stronę Jasona wsiadając do auta.
-Co tam?- zapytał zapinając pasy.- gdzie Kate?
- Smith ją zatrzymał- odpowiedziałam radosnym głosem pomijając pierwsze pytanie przyjaciela.
-Daniel?
-Yhm- mruknęłam kiwając głową na "tak". I na tym zakończyła się nasza rozmowa. Grobowa cisza panowała w samochodzie aż do mojego domu.
-Słuchaj- powiedział Jason zatrzymując się na podjeździe.
-Słucham- odparłam rozpinając pas bezpieczeństwa.
-Dziś jest nasz wyjazd i naprawdę nie chcę się z tobą kłócić- zaczął wypuszczając powietrze z płuc.
Miałam wrażenie, że zmierza do powiedzenia czegoś czego nie chce powiedzieć i zapewne ja bym nie chciała tego usłyszeć.
-Ja też- odpowiedziałam zgadzając się z jego słowami.- więc możemy zapomnieć o tym co miało ostatnio miejsce i żyć dalej?- dodałam od razu mając nadzieje, że to jest to do czego zmierzał również chłopak. Nadzieja matką głupich Natalie. 
-Pewnie- mruknął po chwili ciszy. - przyjedziemy po was z chłopakami o piątej.
-Idealnie- powiedziałam uśmiechając się w stronę przyjaciela.- do zobaczenia!- krzyknęłam radośnie przytulając Jasona.
-Do zobaczenia Nat- odparł śmiejąc się.


-Hej!- krzyknęłam wchodząc do domu. Zsunęłam ze stóp swoje ulubione czarne trampki i ruszyłam w głąb domu. Brak odpowiedzi i panująca w nim cisza wcale mnie na zaskoczyła. Weszłam do kuchni i pierwsze co to skierowałam się w stronę lodówki gdzie przyczepiona była zielona karteczka.

Natalie, 
Jestem dziś w pracy niestety do 17 i mogę się założyć, że jedziecie wcześniej i się już nie zobaczymy. Pamiętaj, że strasznie Cię kocham i mam nadzieję, że będziecie się świetnie bawić! Jestem z ciebie strasznie dumna. Proszę uważaj na siebie kochanie! 

P.S. Na biurku zostawiłam Ci pieniądze i odbierz Mika z treningu o 15.

                                                                                                            Mama

Nie zdążyłam nawet ogarnąć myśli krzątających się po mojej głowie, a od razu poczułam dziwne uczucie i gęsią skórkę wywołaną przez zimny wiatr spowodowany otwartym na oścież oknem. Zmrużyłam powieki podchodząc do okna znajdującego się obok telewizora w salonie. Z tego co wiem mama nigdy nie zostawia tak otwartych okien kiedy wychodzi z domu, przecież ktoś mógłby się wkraść, ale okej, przecież mogła raz zrobić wyjątek no nie? Bez zastanowienia zamknęłam okno żeby zimny podmuch z dworu więcej nie dostał się do domu. Jak na 11 rano jest naprawdę zimno. Oby w Los Angeles była lepsza pogoda. 

Leżałam rozwalona na kanapie w salonie, zajadałam sałatkę z kurczakiem i oglądałam swój ulubiony serial czyli "Faking it". Było jakoś po 13, a mój telefon po raz pierwszy dzisiaj zaczął dzwonić i to nie z byle jaką osoba na wyświetlaczu. 
-I tak cię zabiję, ale opowiadaj.- mruknęłam od razu do Kate zatrzymując nagrany program w telewizji.



              CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ